Za 5 zł

Nie znoszę sklepów typu „Wszystko za 5 zł”!!! Proszę, nie pomyślcie sobie, że jestem snobem. Nie mam też nic przeciwko kupowaniu czegokolwiek za 5 zł. Ba, chciałbym, aby kiedyś otwarto sklep „Wszystko za 5 zł”, w którym można byłoby cokolwiek kupić. Cokolwiek fajnego, użytecznego. Wtedy mógłby to być nawet sklep „wszystko za 10 zł” lub „wszystko za 20 zł”.

Jednak rzeczywistość jest brutalna. Kilka razy zdarzyło mi się w takich przybytkach znaleźć i skutek zawsze był opłakany. Sklepy, z setkami przedmiotów w tej samej, niskiej cenie, kojarzą mi się z czasem spędzanym nad morzem - w wakacje. W naszych „kurortach”, takich jak Władysławowo, Jastrzębia Góra czy Mielno... Zazwyczaj jest zimno, często pada deszcz, a jak ktoś ma wyjątkowe szczęście, to i grad w sierpniu może napotkać. Co wtedy robić? Jeśli mamy około 20 lat i jesteśmy „fajną ekipą”, to zapewne grać w rozbieranego pokera i pić. Jeśli jesteśmy trochę wcześniejszym rocznikiem, to możemy obejrzeć jakąś latarnię i coś zjeść. To coś w „kurortach” na 100% jest pełne wegetki, więc wcześniej czy później wylądujemy ze wzdęciem w naszej kwaterze i będziemy leżeć na łóżku, co najwyżej wpatrując się w grzyb na suficie.

I tu przychodzą z pomocą wielkie sklepy z tysiącami absolutnie nikomu, do niczego niepotrzebnych rzeczy. Wszystkie za 5 zł. Można kupić pudełko z pozytywką, w którym miejsce do włożenia czegokolwiek zajmuje mechanizm pozytywki - czyli de facto rozkładaną na 2 części pozytywkę, która gra jedną melodię i nie można w niej wymienić baterii. Można kupić płetwy. Można kupić talię kart, która na bank ma sześć waletów i o jedną mniej trójkę i szóstkę. Konewkę. Zestaw do gry w elektroniczne rzutki, tylko bez rzutek. Gogle pasujące do płetw. Długopis z wkładem w idiotycznym kolorze. Mógłbym tak w nieskończoność, bo rzeczywiście jest to raj rzeczy bezużytecznych.

W zeszłym roku grałem we Władysławowie jedną z lepszych imprez w moim życiu - Big Pool Party, nad basenem w hotelu Velavez (nigdy nie wiem, jak to się pisze). Traf chciał, że mniej więcej koło południa przestało padać i temperatura wzrosła do ludzkich 15-20 stopni. Nad basenem dziewczęta w bikini, przemili organizatorzy imprezy w japonkach i szortach. Ja niestety w pełnym odzieniu, jak na sierpień przystało: dżinsy, sweter, longsleeve, adidasy + skarpety. Nie pasowało mi to, więc wybrałem się na miasto, aby kupić klapki, japonki, zandale... cokolwiek. Nic!!! Nigdzie!!! Nic!!! Japonek w rozmiarze 43 we Władysławowie nie znajdziesz. W żadnej cenie.

Pokusiło mnie, aby zajrzeć do ogromnego namiotu „Wszystko za 5 zł”. Trafiłem, niczym szóstkę w lotka, parę niebieskich japonek, rozmiar 44 (dalekowschodnia numeracja). Wziąłem. W hotelu się przebrałem i ... doszedłem w nich mniej więcej od pokoju do basenu. Łącznie 120 metrów. Kolejna godzina zleciała błyskawicznie na poszukiwaniu we Władysławowie plastrów z opatrunkiem.

Swoją drogą, tego dnia odkryłem fenomen japonek i sandałów (aka zandale) wkładanych na skarpetę. To nie jest moda. To nie tak, że one pasują do zbyt małych kąpiel-slipek. One są - japonki za 5zł, to jest - wciągane na skarpetę, żeby uniknąć bólu i możliwego krwawienia. I w ten sposób wybaczyłem 1/3 facetów na plaży ich ubiór - od kolana w dół.

A piszę to dlatego, że moje doświadczenia i niechęć do lokali ze wszystkim w śmiesznych cenach rzutuje też na niechęć do barów i restauracji typu: wódeczka 4zł, śledzik 3 zł, tatarek 6 zł. Zauważyłem, że od jakiegoś czasu miejsca tego typu rozkwitają. W ciszy i ze spokojem, bez rozgłosu, z jakim powstają hamburgerownie, pojawia się coraz więcej tzw. met. Zapewne udział w wiośnie taniej wódki i śledzia za piątaka ma ogromny sukces Przekąsek Zakąsek w Warszawie. W każdym razie byłem przeciwny. Do czasu...

... Do czasu wizyty w lubelskim bistro, nad Domem Kultury, Tancereczka. Oj gdyby mnie nakręcono, mógłby być hit. Śledzik raz. Dobry. Kiełbaska Biała raz. Wyśmienita. Nóżki raz. Wyborne. Potem jeszcze żurek i kolejna kiełbaska. I jeszcze raz i jeszcze raz. Wszystko było pyszne, a kiełbaska wręcz zjawiskowa. Sama w sobie idealna - delikatna, z dużą dawką czosnku i majeranku. Podawana w towarzystwie dobrego, słodko-kwaśnego chrzanu. Jej sekret polega na tym, że podgrzewana jest nie w wodzie (ujdzie) i nie w mikrofali (nie ujdzie), tylko w potężnym garnku z żurkiem. Genialny sposób!!! Im więcej jest zamawianych, tym lepszy i żurek i kiełbaski. Im później przychodzimy i zamawiamy - tym lepiej. Z pomysłem. Pysznie. Za 5 zł.

Nie wszystko, gdzie wszystko za 5 zł jest do bani. Wyleczyłem się z uprzedzenia. Bardzo gorąco polecam kiełbaskę w Tancereczce w Lublinie. Sam od jakiegoś czasu szukam takiego smaku w tanich lokalach Warszawy. Jeszcze nie znalazłem, ale będę raportował.

Nie zmieniło się tylko jedno - jeśli japonki, to bez skarpet Panowie!!!!!!!!
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
JedzenieMiejscaZakupy
Skomentuj