Podsumowanie 2015 roku w muzyce. Punkt II z V.

W pięciu punktach przedstawię Wam, co dla mnie było najlepsze i najgorsze w mijającym 2015 roku w muzyce. Punkt 4 - Żenująca, nowa wersja genialnego utworu. Czyli jak młody Niemiec wział się za klasykę disco...

Są utwory, których remiks’owanie, remake’owanie, revisit’owanie i każde inne re’cośtam powinno być zakazane. Prawnie i moralnie. Żaden producent nie powienien mieć prawa grzebania przy niektórych utworach, a żaden oryginalny wykonawca nie powinien mieć prawa zgadzać się, aby inni grzebali przy jego piosenkach. I koniec.

Niestety tak nie jest, w związku z czym raz na jakiś czas, pojawiają się trudne do zaakceptowania “kwiatki”, które psują rynek, mieszają w głowie młodym ludziom, którzy oryginałów pewnie nie znają i denerwują starych. Zwykle jestem temu obojętny. Tym razem uznałem taki wybryk, za jeden z ważniejszych punktów w muzyce 2015 roku i jeden z dwóch punktów negatywnych. Mocno negatywnych. Szkodliwych. Złych. Niepoprawnych. Itd...

Felix Jaehn. Chaka Khan. Ain’t Nobody.

Wiecie już o co mi chodzi?

Młody, nieopierzony producent modnego i granego na falach radiowych, prostego, pop’owego house’u - Felix Jaehn wziął się za jedną z najwspanialszych piosenek wszechczasów. Za “Ain’t nobody” Chaki Khan. Dokladniej Rufus’a & Chaki Khan.

Co z tego wyszło? Suche, bylejakie, płytkie, sztuczne, sztucznie europejskie, bezduszne, pospolite radiowe grajło, w sam raz do wsadzenia na antenie między reklamą proszku do bólu głowy a kremu do protez. Paszkwil ten niestety osiągnął niesamowitą popularność, wyniki streamingu, ściągnięć, odtworzeń itd... Jakby na to nie patrzeć, jest to jeden z popularniejszych utworów 2015 roku. I zawdzięcza to tylko i wyłącznie geniuszowi oryginału, który pomimo zostania wypranym z groove’u, pozbawionym emocji, obdartym z energii nadal zachował na tyle wlaściwości, że jest jednym z bardziej chwytliwych utworów mijającego roku.

Oto oryginał.



Oto żenada, tzn. tegoroczna interpretacja.

Trwa ładowanie komentarzy...